26 lipca, 2021
11 11 11 AM
DIY – co możesz zrobić samodzielnie
Armia „hejterów”
Dlaczego twórcy odchodzą z YouTube?
Jak krytykować aby pomóc, a nie zaszkodzić?
Co to jest Hejt?
„Obyś był gorący lub zimny…” O “hejcie” zupełnie inaczej.
Latest Post
DIY – co możesz zrobić samodzielnie Armia „hejterów” Dlaczego twórcy odchodzą z YouTube? Jak krytykować aby pomóc, a nie zaszkodzić? Co to jest Hejt? „Obyś był gorący lub zimny…” O “hejcie” zupełnie inaczej.
hejt

„Obyś był gorący lub zimny…” O “hejcie” zupełnie inaczej.

Każdy, odkąd wprowadzono Internet, a zwłaszcza czaty, fora dyskusyjne i możliwość zostawiania komentarzy pod tekstem zna to słowo, brzmiące raczej obco: hejt. Pochodzi od niego czasownik “hejtować” oraz rzeczownik “hejter, hejterka”. Oznacza po prostu “nienawiść”, która dosłownie znaczy nie co innego, jak “nie chcę widzieć, nie chcę znać (kogoś, czegoś). Samo zaś słowo “nienawiść” leży w polu semantycznym negacji (zaprzeczenia przez partykułę przeczącą “nie”) oraz zawiści – mieć komuś coś za złe, zazdrościć. Zarówno nienawiść tradycyjnie przeciwstawiana polu znaczeniowemu “miłości”, pozytywnych, dodatnich uczuć, jak i zazdrość to dawne jedne z 7 grzechów głównych, obok lenistwa, pychy czy nieczystości. Hejt – brzmi dość znajomo, zwłaszcza z odpowiednim gestem prawą pięścią, uniesioną nieco ponad linię wzroku…

A teraz zróbmy mały eksperyment: są powiedzmy późne lata 80 i wczesne 90-te. Socjologowie piszą i wylewają ostatnie krople atramentu, chcąc opisać tak zwaną “anomię społeczną”, izolację jednostki w bezosobowym tłumie, a także – zjawisko zwane “znieczulicą”, zobojętnieniem człowieka na los drugiego człowieka. Ktoś może pamięta takie książki? Ktoś pamięta, czym była owa oschłość, oziębłość, letniość i bylejakość w szarzyźnie codzienności. Znieczuleni na zło, nie mieliśmy żadnych szans ani sił, żeby obudzić się z letargu. Dziś coraz mniej osób jest obojętnych, neutralnych, obserwujących tylko niby w przeboju: “a ty z daleka, bo tak lepiej i w razie czego, nie tracisz nic…”

Moja teza, a raczej hipoteza, bardziej spekulacja niż obserwacja, polega na tym, że od kiedy pojawiły się pierwsze oznaki hejtu w sieci, znieczulica osłabła, by w spolaryzowanym społeczeństwie ustąpić miejsca…właśnie, komu lub czemu. Znieczulica ustąpiła nienawiści. Tak jest na pewno. Oczywiście, można było pójść inną drogą, szukać od razu pozytywnych emocji, szukać tego, co w górze, nie w dole. Ale każdy z nas, piszący te słowa również, a może przede wszystkim, musiał widocznie przejść od znieczulicy i ogólnego “znieczulenia” przez czyściec hejtu, zanim wejdzie na Parnas, Olimp i zacznie kosztować emocji rozkoszując się i upajając miłością bogów. Może hejt jest jakimś etapem, miejscem gdzie kończy się “wszystko mi jedno” i gdzie toczy się walka dobra ze złem. To tylko wycinek rzeczywistości, która nie sprowadza się, nawet ta elektroniczna, tylko do hejtu, który jednak jest z drugiej strony dość poważnym zjawiskiem. Stawiam więc tezę, że raczej idąc od obojętności ku miłości, musieliśmy przeżyć “hejt”, zarówno go produkując, jak i doświadczając biernie, że “tak miało być”, i w sumie nie są winne poszczególne osoby, tylko społeczeństwo przechodzi do kolejnego etapu ku uzdrowieniu relacji publicznych. Hejt musiał tedy zaistnieć – jako swego rodzaju kara, czyściec za to, że niegdyś było nam “doskonale wszystko jedno”, że przechodziliśmy obok cierpiących, bezdomnych, ułomnych na duchu i ciele i zajmowaliśmy się tylko sobą. Bo nie hejt, ale egoizm jest źródłem wszelkich patologii społecznych, nie hejt, szczególnie werbalny, trzeba hejtem niszczyć, bo złem zła się nie wyleczy. Hejt to pewnie ‘wołanie o miłość’, hejtujący nie czują się dobrze, czują się wyobcowani w urzeczowionym świecie technokratów, którzy zepchnęli do zbiorowej nieświadomości nie tylko ‘zabobony i przesądy’, ale również emocje. Nawet pozytywne emocje, jeśli są tłumione, lubią zmieniać znak z “+” na “-”: natura próżni nie lubi.

Dlatego, choć uważam, że hejt miał nastać, to jednak jest to problem, zwłaszcza gdy chodzi o czyjeś życie i zdrowie: tu tolerancja się musi kończyć. Jeśli ktoś kogoś doprowadza hejtem do uszczerbku na zdrowiu, a nawet śmierci, nie wolno tego ot tak zostawiać. Należy jednak pamiętać o słowach ks. Jerzego Popiełuszki – “zło dobrem zwyciężaj”, przebaczeniu przez Jana Pawła II swemu niedoszłemu zabójcy, a także nadrzędnej zasadzie, która brzmi: “miłujcie swoich nieprzyjaciół”, “jeśli ktoś cię uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi”, itd. Te odwieczne niemal prawdy, jak prawa niewidzialnie rządzą naszą codziennością i odświętnością, istnieje bowiem “hejt codzienny” (domowy, biurowy) i “hejt stadionowy”, hejt od święta”.
Wnioski: hejtu nie zaczęła jakaś określona osoba, którą można by oskarżyć w sądzie i wysłać do Gniezna. Hejt jak epidemia cyfrowej nienawiści zdarzył się nam i zaczął plenić się jak chwasty. Jednak w biologii wiadomo, że tak zwane chwasty spełniają niekiedy ważną rolę. Przenosząc to na socjologię, można rzec, że pandemia hejtu swoją falę kulminacyjną ma już za sobą. Jeszcze chwila i znak “-” zmieni się w “+”. Wierzę, że pewnego dnia zaczniemy wszystko, całą rozmowę od nowa, ustalając znaczenie i definicje pojęć, stosując zasady dyskusji, retoryki i logicznej argumentacji. Wierzę, że hejt był/jest dziecięcą, a więc konieczną chorobą, tak jak świnka czy odra. Hejt, jeśli nie dotyczy osoby “ad personam” pozwala na rozładowanie frustracji, narosłych przez lata komunizmu i transformacji ku wolności. Jeśli nie prowadzi do zabójstw ani samobójstw – co jest istotne! – to należy traktować go jako zjawisko podobne do dojrzewania nastolatków, tyle, że w większej skali. Po prostu musieliśmy to “odchorować’, czy przepracować w sobie i między sobą.

Witaj majowa jutrzenko…!